Przejdź do głównej zawartości

Old but gold ! (III)

Burzliwe lata dwudzieste (1939)
7/10

"W 1919 roku Amerykanin Eddie Bartlett (James Cagney) wraca z wojny. Spotyka starych znajomych, George'a Hally'ego (Humphrey Bogart) i studiującego prawo Lloyda Harta (Jeffrey Lynn). Nie mogąc znaleźć pracy, korzysta z propozycji starego przyjaciela i zarabia jako taksówkarz. Odzywa się też do Jean Sherman (Priscilla Lane), z którą korespondował listownie. Odkrywa jednak, że dziewczyna jest nastolatką. Odsyła ją z kwitkiem i wraca do miasta, gdzie poznaje Panamę Smith, właścicielkę nocnego lokalu. To dzięki niej wkracza w środowisko produkcji nielegalnego alkoholu. W latach prohibicji jego interes rozkręca się. Wiąże się z tym inna działalność przestępcza. Tymczasem Jean zakochuje się w Lloydzie, który opuszcza ciemne interesy Eddie'ego. Dobrą finansową passę Eddie'ego przerywa pamiętny krach na nowojorskiej giełdzie w 1929 roku. Bartlett powraca do pracy taksówkarza. Po latach do jego taksówki przypadkowo wsiada Jean, która zdążyła poślubić Lloyda i urodzić mu dziecko. To prowadzi do tragicznego finału."
Moje pierwsze spotkanie z J. Cagney'em, który rzuca na H.Bogarta cień, w każdym filmie, w którym obaj panowie sobie partnerują.

Ciekawie opowiedziana historia o tym jak dobroć zamienia się w zło, które ostatecznie każdego wykiwa.







Żebro Adama (1949)
8/10

"Prokurator Adam Bonner zostaje oskarżycielem w sprawie młodej kobiety, która usiłowała zastrzelić swojego męża, przyłapanego na zdradzie. Niespodziewanie okazuje się, że obrońcą oskarżonej Doris ma być jego żona Amanda, która uważa, że kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie są sądzone sprawiedliwie. Poza tym, postanawia udowodnić swojemu mężowi, że jest zdolna wygrać tę sprawę. W domu państwa Bonnerów nastają ciężkie czasy..."
Przezabawna produkcja na leniwy dzień kiedy za oknem szaro i buro.
Znakomite kreacje aktorskie, ciekawie rozegrany scenariusz, muzyka i i i i.
Kolejny przykład dlaczego tak bardo uwielbiam produkcje sprzed lat.

Kacza Zupa (1933)
8/10


"Freedonia to bardzo mały kraj, który popadł w zapaść finansową. Jedynie bogata pani Teasdale jest w stanie swoim datkiem uzdrowić budżet. Oczarowana przez Rufusa T. Firefly'a domaga się aby w zamian za datek został on prezydentem. Rufus już jako prezydent zmienia się w dyktatora. Ogranicza czas pracy robotnikom, obcinając im przerwę na lunch. Ale co gorsza doprowadza do wybuchu wojny z sąsiednią Sylvanią, a ich szpiega mianuje ministrem ... Ten film początkowo był satyrą na rządy Faszystów we Włoszech. Niestety wkrótce potem w Niemczech doszedł do władzy Hitler. Dziś jest odbierany jako satyra na wszelkiego typu dyktatorów"
Obok "Dyktatora" Chaplina znakomita krytyka reżiumu totalitarnego, która przetrwa wieki.
Mój pierwszy film z braćmi Marx w rolach głównych, ale na pewno nie ostatni.

Zostaw ją niebiosom (1945)
7/10

"Barwny melodramat z psychoanalitycznymi podtekstami opowiada o losach słabej psychicznie, młodej kobiety [Gene Tierney], uwielbiającej chorobliwie swojego ojca. Po jego śmierci znajduje bardzo doń podobnego mężczyznę. Na ich małżeństwo rzuca jednak cień miłość do ojca, do którego ciągle porównuje męża. W rezultacie narasta w niej wściekła nienawiść do męża. Oszalała, wymyśla diabelski plan: zabije się, ale samobójstwo zainscenizuje tak, aby jej mąż był podejrzany o zbrodnię i skazany..."

Pod względem psychlogicznym można by się rozpisywać analizując kolejno każdą z postaci, natomiast jako całokształt produkcja J.M. Stahla jest nieco mdła, aczkolwiek włos z głowy nikomu nie spadnie, kto sam chce zobaczyć co i jak.
Kolejn zapomniani i głeboko pochowany film lat czterdziestych.

Aelita (1924)
7/10

"Oparte na powieści Aleksego Tołstoja widowisko fantastyczne z akcją rozegraną częściowo w realiach sowieckich, a częściowo na Marsie. Można by rzec, że film ten jest jednym z pierwszych o ile nie pierwszym filmem o tematyce science fiction w histori kina rosyjskiego..."

Dopiero parę lat po tej produkcji powstało osławione "Metropolis"  o którym parę słów pisałam TU.

Jak na wczesne lata dwudziste dwudziestego wieku przystało radziecki film jest niemy, a mimo to, mimo upływu czasu, mam wrażenie że to właśnie Aelita jest jednym z tych lepszych filmów sci-fi.

Patrzcie jak wtedy dawano sobie radę, obecnie więcej wcale nie znaczy, że jest lepiej, wręcz przeciwnie.

Niestety co było, to już nie wróci, choć itak mam nadzieję że znów współcześnie powstanie coś na kształt Artysty

Komentarze

suzarro pisze…
Miałam obejrzeć "Żebro Adama" dzięki za przypomnienie ;).

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro