Przejdź do głównej zawartości

Złoty wiek Hollywood


Stworzonego przeze mnie cyklu Old but Gold nie da i nie powinno się pomijać, nie piszę tego z narcystycznych pobudek, ale dlatego, że każdy szanujący się kinomaniak powinien znać przynajmniej kilka klasyków, a ci bardziej zanurzeni w temacie, mieli chęć odkrywania produkcji starych , mało znanych - nie raz lepszych od ich słynnych braci i przykrytych przez grube warstwy kurzu.
Wiem, że nie każdy przepada za starociami, ale zarzuciłam sama sobie misję reklamowania perełek złotego wieku Hollywood i mam nadzieję, że choć częściowo was zainteresuję przedstawianymi przeze mnie filmami.
Co prawda ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale gwarantuję wam , że tym razem to popłaca, a jeżeli w niebie nie ma kina klasycznego, to się tam nie wybieram.

Serię Old but Gold możecie śledzić pod etykietką Golden age of Hollywood.

Przypuszczam, że co niektórzy chcieli by może znać genezę tego pomysłu, albo to dlaczego filmy z tego a nie innego okresu są w tych krótkich postach umieszczane.  Na pewno też zauważyliście, że serwuję wam dzieła nie tylko hollywoodzkie, ale też z innych kontynentów, doszłam do wniosku, że ograniczając się tylko do jednego 'miejsca urodzenia' nic na tym nie zyskam, a że lubię zarażać swoimi odkryciami to jedyną granicę wyznaczają lata.


Teoretycznie złote lata Hollywood trwały od początków filmu do późnych lat pięćdziesiątych, a do roku 1967 istniał brązowy okres fabryki snów, wrzuciłam to jednak do jednego pokoju, gdyż według wielu artykułów do 'prawie' końca lat sześćdziesiątych jest mowa o kinie klasycznym.

Od roku 1967 do 1980 panuje era New Hollywood, ale o tym w następnej notce.

W złotych latach panowały wielkie wytwórnie i właściwie to od nich wszystko zależało - które scenariusze przejdą a które nie , z kogo zrobić gwiazdę a o kim zapomnieć, kto odniesie sukces a kogo lepiej poniżyć. Decydowały one również o tym jakiego typu opowiastki będą promowane, w głównej mierze były to komedie tworzone według oczywistego schematu, który popularny jest i dziś. 
Nie gardzono również filmami gangsterskimi, które w latach trzydziestych i czterdziestych masowo zalewały repertuary kin, tworząc mnóstwo mitów i co najważniejsze torując drogę tak zwanym akcyjniakom z receptą na idealny film.

Nie należy również zapomnieć o kodeksie Haysa, siał postrach wśród scenarzystów i reżyserów. Jego wiele nakazów dziś możemy uznawać za śmiechu warte, choć w tamtych czasach nikt się z tego nie nabijał.

Flagowymi reżyserami tego okresu byli : Frank Capra, Alfred Hitchcock, Howard Hawks, John Ford, John Huston, Billy Wilder, Fred Zinnemann. Wielu stworzyło wtedy dzieła legendarne, które do dziś uznaje się jako przykład solidnej jakości, która zawsze była jest i będzie w cenie. 

Jednak zamiast produkowania realnych historii skupiano się na tych fantazyjnych, a wszystko po to by odciągnąć uwagę od kryzysu ekonomicznego i  II WŚ , w końcu kino miało służyć nie do dumania, ale do rozrywki.

Złote lata nie mogą trwać wiecznie i we wczesnych latach sześćdziesiątych nastąpił 'mniejszy' kryzys.
Wielcy twórcy odeszli na emeryturę żegnając się z kamerą, a aktorzy poumierali, wytwórniami dyrygowali starsi ludzie, których  lata świetności przypadały jeszcze pod kino nieme, i nijak nie potrafili utożsamić się ze współczesnością. Publiczność również się zmieniła, nie interesowały ich już ani musicale ani filmy tworzone według słynnego kodeksu, widzowie łaknęli nowinek, buntu i nieprzyzwoitości.


Ostatecznie otrzymali to od New Hollywood, o którym za jakiś czas powstanie osobny mini artykuł.

Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo zaspokoiłam waszą ciekawość, dla tych którzy są tematem bardziej zainteresowani odsyłam do biblioteki i internetu, choć książki są bardziej rzetelne.

Artykuł powstał w moich prywatnych zasobów wiedzy, gdyż nigdzie nie natrafiłam na profesjonalny tekst, który zaspokoił by mój głód, jestem wybredna.

Nie jest to jednak koniec serii Old but Gold więc nic nie bójta, jest jeszcze cała masa filmów, które są jak najbardziej godne polecenia, po prosty przygotowuję się do nowej serii i doszłam do wniosku, że przydało by się coś na kształt genezy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro