Przejdź do głównej zawartości

Oj Kryśka, Kryśka

Ostatnie lato spędziłam na nadrabianiu filmowych zaległości, do odstrzału szły produkcje powszechnie znane i lubiane (czasami nie), do których jakoś wcześniej nigdy nie mogłam się zabrać.
W tym roku na celowniku mam książki, a konkretnie dzieci mistrza grozy S. Kinga. Jak na jego oddaną fankę przystało mam dosyć pokaźną kolekcję jego dzieł, jednak mimo to mam pewne braki w jego (nie) radosnej twórczości. Uparłam się i do końca grudnia mam zamiar zdobyć wszystkie jego powieści, na kilku półkach u mnie będzie im bardzo dobrze.

Do Christine zabierałam się od dawna, właściwie odkąd obejrzałam jej ekranizację, ale zawsze coś mi umykało, albo nigdzie nie mogłam jej dostać, albo miałam inne priorytety albo to albo tamto.
Ostatecznie te 770 stron pożarłam w niecałe dwa dni.

Ja to często w relacji książka - film bywa dochodzi do paru rozbieżności w akcji, nie będę wam to nic wymieniać bo mi samej pewne rzeczy się już pokręciły.

W każdym bądź razie przy czytanie historii siedemnastolatka zakochanego po uszy w starym i rozklekotanym samochodzie, które okazuję się być płci -nawiedzono- pięknej jest samą przyjemnością, można wyczytać, że tworząc ją mistrz był w pełnej formie.

Fabuła rozwija się drobnymi kroczkami, przez pierwsze 200 stron ciągle wierciłam się na siedzeniu i nie mogłam się doczekać aż wszystko nabierze drapieżności. Jedyne co mnie drażniło to były ciągłe powtórki o tym że Christine porusza się sama i nikogo nie ma za kierownicą. Przyzwyczaiłam się, że mistrz potrafi ze wszystkiego zrobić coś demonicznego i nie potrzeba mi o tym ciągle przypominać.

Klasyczna opowieść grozy, którą z ręką na sercu mogę dalej polecać i polecać, dla leniuchów w wersji TV i nawet w taka forma niczego Kryśce nie ujmuje.


Komentarze

Arkadiusz pisze…
"Christina" to zaraz obok "Dallas '63" nieliczna książka Kinga, którą chcę przeczytać. Jednak póki co - nie dziś :D
Arkadiusz pisze…
„Chyba właśnie po tym można poznać ludzi naprawdę samotnych... Zawsze wiedzą, co robić w deszczowe dni. Zawsze można do nich zadzwonić. Zawsze są w domu. Pieprzone "zawsze".”
Moni Ka pisze…
jeden z moich ulubionych cytatów :)widzę że szybko się zabrałeś za lekturę :)
Arkadiusz pisze…
Hehe :) Nie, jeszcze się za książkę nie zabrałem, ale gdzieś ostatnio przeglądałem cytaty z różnych książek i trafiłem na właśnie ten. Podobał mi się, a później dopiero zobaczyłem, że jest z "Kryśki" ;) Pomyślałem, że wkleję ;]

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro