Przejdź do głównej zawartości

Filmy, których fenomenu do dziś nie rozumiem.

najbardziej adekwatny gif do tego posta
1. Avatar (2oo9)

5 prób, 5 porażek, 4 razy kończyłam seans przed dwudziestą minutą, raz przewinęłam całość przeglądając fragmenty, a przez 4 lata zastanawiam się co w tej produkcji jest takiego, że wszyscy wokół są tym tak zafascynowani. Dla mnie Avatar jest filmem wyprodukowanym tylko i wyłącznie do nabijania kolejnych dolarów/ euro/ złotówek w kieszenie producentów, multipleksów etc, wszystko jest tam robione tylko dla zysku, bo zachwycać nie ma się tam nad czym, większość to robota programowców i komputera, więc nie ma co mówić o grze aktorskiej, czy charakteryzacji, czy czymkolwiek innym.

2. Iron Man 1-3

Co do metalowego kombinezonu mam podobne zdanie, co do produkcji wymienionej powyżej, film stworzony tylko po to by zaspokoić chciwość amerykańskich producentów, pozbawiony wartości artystycznych. Może i saga o T. Starku powstała na podstawie komiksu, którego nigdy nie przeglądałam, ale tak się składa że do wszelkich produkcji sc-fi podchodzę z dystansu.

3. Gwiezdne Wojny  &  Star Trek (wszystkie części ilekolwiek ich tam jest)

patrz punkt wyżej i jeszcze wyżej.
Nim ktoś zacznie mnie krytykować, wiem że fani tej i tamtej serii za sobą nie przepadają, ale nic na to nie poradzę, że dla mnie to wszystko jest to samo- tylko w innym opakowaniu.

4. Pulp Fiction (1994)

Wielbię tego enfant terrible Tarantino, jednak fenomenu tej 'kultowej' produkcji w ogóle nie rozumiem. Owszem jest to całkiem spoko produkcja, ale nie ma tan nic takiego, co by spowodowało żeby moje ślepia jarzyły się jak ostre żarówki. Aktorzy grali dobrze, akcja leci po swojemu, zdaje się że nie tyczą jej się żadne prawa i takie tam, bez wielkiego 'halo'.

5. New Kids Turbo (2010) i New Kids Nitro (2011)

Holenderska produkcja o paru łobuzach- bohaterach w ortalionowych dresach, większość moich znajomych  jara się tym jak flota Stannisa, dla mnie jednak jest to komedia ekstremalnie odmóżdżająca, ale może właśnie w tym tkwi czar tego filmu?

6. American Pie (4 - 8)

Pierwsze części tej 'sagi' oglądałam jako nastolatka, być może ze względu na mój wiek miały wtedy swój czar, ale wraz z biegiem lat, kiedy to powstawały kolejne i kolejne części po starych dobrych bohaterach zostały tylko wspomnienia, a kawały stawały się coraz bardziej zbereźne i niesmaczne.
American Pie: Zjazd Absolwentów miał być hitem, ale dla mnie stał się kiczem, mimo ekscytacji osób z mojego otoczenia.

7. Upiór w operze (2oo4)

Mało kiedy sięgam po musicale, na Upiora wyciągnęła mnie koleżanka, a kiedy po dziesięciu minutach smacznie spałam, to się na mnie obraziła.Kolejny raz oglądałam tą produkcję w TV i stwierdziłam, że niczego nie przegapiłam.

8. Wall- E (2oo8)

patrz punkt wyżej

9. Wszystko za życie (2oo7)

Na serio nie rozumiem zamieszania wokół tej produkcji. Miało wyjść ambitnie a wyszło jak flaki z olejem, zdecydowanie nic dla mnie.

10. Amerykanin (2010)

Nigdy nie byłam fanką G. Clooney'a, owszem przystojny to on jest, ale jego kunszt aktorski pozostawia to i owo do życzenia, a Amerykanin to moim zdaniem najgorszy film w jego karierze, nie ma tam nic interesującego, wszystko jest ekstremalnie naciągane i pozbawione sensu.

Oczywiście jest nieco więcej tych produkcji, ale zdecydowałam ograniczyć się do dziesięciu, może za jakiś czas wymienię kolejne przykłady..
A jakie są wasze typy?

Komentarze

Arkadiusz pisze…
Oj grzeszysz, grzeszysz dziewczyno :P Zbezcześciłaś okrutnie kilka filmów, które lubię, ale ja nie z tych żeby wojować. Ot, każdemu może się podobać co innego :) Choć wybrałaś naprawdę okrutnie :)

Mnie w sumie ciężko teraz coś tak na szybko znaleźć, ale jest jeden film, w pewnych kręgach szalenie popularny, a mnie on jakoś nie zachwyca, mam na myśli "Adrenalinę"
Moni Ka pisze…
tia, każdy ma inny gust :) mnie się akurat "Adrenalina" podobała :P
Arkadiusz pisze…
Hehe:-) no to jestesmy "kwita" :-P
Klaudyna pisze…
Avatar - widziałam raz i mi wystarczy. Wiele osób poszukuje w nim głębi filozoficznej. Serio :) Ja tam uważam, że to prosa historia z efektami specjalnymi. Nie mogło być inaczej. Bo widz musi się skupić albo na fabule, albo na akcji.

Iron Man - jedyna jest idiotyczna, dwójka lepsza, trójki nie widziałam. Wolę innych bohaterów.

Star Treka nie widziałam, a Gwiezdne wojny uwielbiam - to filmy mojego dzieciństwa :)

Pulp Fiction - też nie dlaczego jest kultowy. Mnie tam wynudził.

American Pie - widziałam tylko kilka pierwszych minut i wiedziałam, że to film nie dla mnie.

Ja nie rozumiem popularności serii Straszny film, Hostel czy Piła. Poza tym nie wiem czym mam się zachwycać w Bliżej, Zakochanym bez pamięci czy Miłości w Nowym Jorku...
Oj, dużo było by tych filmów :)
Arkadiusz pisze…
Co do Avatara, to jeśli ktoś ogląda film uważnie to nie da się nie zauważyć większej głębi i wartości jakie film ze sobą niesie.

Iron jedynka jest świetny, dwójka dużo słabszy, a trójka jest pośrodku.

Pulp Fiction ujdzie, ale widziałem tylko ze 3 razy, więc to chyba kultowe dla mnie nie jest.

American Pie najbardziej podobała mi się dwójka, ale to było wtedy kiedy byłem młodszy, teraz już mnie nie bawi.

A co do tych trzech ostatnich "Straszny...", "Hostel" i "Piła" to zdecydowanie racja. Są nad wyraz słabe :/
Moni Ka pisze…
"Hostel" był okej, ale tylko pierwsza część, a z "Piły" to pierwsze dwie mi się najbardziej podobały a reszta to już było lanie wody... ja mimo tylu prób nadal nie widzę w "Avatarze" niczego hmm.. uduchowionego, ale jak już pisałam, kto co lubi :) też nie będę starała się nikogo do kina niezależnego przekonywać :P
Arkadiusz pisze…
Dla mnie "Avatar" to "Pocahontas" XXI w. wiec jeśli nic tam nie ma to i w tej pierwszej wersji nie bylo, a w to nie uwierze;)
Wszystko zależy od gustu, wiadomo. Ja tylko co do Walle-e się zgadzam. :)
Klaudyna pisze…
Mnie też się Avatar kojarzy z Pocahontas. Są w nim na pewno prostej wartości, ale to tyle. Nic, co by skłoniło do dłuższych rozważań, co by człowieka gryzło przez kilka dni.
Arkadiusz pisze…
Hmm...czasmi lubie poczytac komentarze, bo sa takie glebokie. Jeśli wytepienie rdzennej rasy i zniszczenie, w tym przypadku, planety dla kasy nie jest czyms nad czym warto sie zastanowic dluzej niz chwile, to czasu umierac. Aha, tak a propos, to to samo w wielu miejscach swiata robmy albo robilismy sami. No, moze nie osobiscie, ale w przenosni. Ale to tylko te najprostsze wartosci. Nie mowie o tych glebiej ukrytych.

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro