Przejdź do głównej zawartości

Filmowe love (IX)

Odwróceni zakochani (2012)

Ona na górze, On na dole, niby zwyczajna pozycja tyle że między kochankami działa odwrotna grawitacja (czy jakoś tak..). Poznają się Ona traci pamięć, On się nie poddaje i walczy o swoją 'walentynkę', brzmi znajomo.
Niby prosty scenariusz urozmaicony dobrymi efektami specialnymi i prawami fizyki, sprawia że "Odwróconych.." ogląda się wręcz z przyjemnością, chociaż teraz sama nie wiem co było fajniejsze, film czy może lody o smaku owoców leśnych Carte D'or...


Anna Karenina (2012)

Nie oglądałam wzceśniejszych ekranizacji tej książki, olaboga ja nawet jej nie czytałam, dlatego nie będę tu nic do niczego porównywać.
Historia młodej zamężnej damulki, która zakochuje się bez pamieci w młodszym oficerze, niby pięknie ładnie, ale jak na te czasy uzyskanie rozwodu nie było takie łatwe, plus plotki i wykluczenie ze społeczeństwa, wypisz wymaluj- melodramat.
Spodobało mi się ujęcie całej tej opowiastki w ramy teatru, który uwypuklał wszelkie działania bogatych Rosjan, ukazywał sztuczność ówczesnego świata, gdzie kobiety musiały trzymać język za zębami a nerwy na wodzy, natomiast mężczyźni udawali że wszystko jest w jak najlepszym porządku.



Nędznicy (2012)

Nie sądzę, by ten film otrzymał Oskara za najlepszą produkcję, w ogóle tegoroczne nominacje są jakieś takie...słabe.
Jak w przypadku "Anny.." wcześniej nie miałam do czynienia ani z książką, ani z wcześniejszymi ekranizacjami, jednak mam w planach na przyszły tydzień obejrzeć którąś ze starszych wersji. Nie jestem wielką fanką musicali, śpiew aktorów mnei nie urzekł, Pani A.H. z jednaj strony świetnie zagrała, a z drugiej cały czas mnie irytowała, wydawało mi się że mocno przesadza z emocjami, pierwszą połowę przełknęłam dobrze, przy drugiej zaczęłam się krztusić, aż  w końcu zaczęłam przeskakiwać przez poszczególne sceny do końca.
wniosek: za dużo reklamy, za mało dobrego kina.


                                                                                                                                                                         

Lincoln (2012)

Po wchłonięciu tej produkcji, doszłam do wniosku, że powinni dać inny tytuł, np. 'Człowiek, który zniósł niewolnictwo" czy coś w ten deseń. Bardziej niż biografia, jest to film o mocnym zabarwieniu polityczno- historycznym, ówczesnego prezydenta poznajemy przez pryzmat trzynastej poprawki, zupełnie inny punkt widokowy w porównaniu do "Lincoln, łowca wapmirów", gdzie widz go poznał także prywatnie.
Niby noszą to samo imię i nazwisko, ale są to zupełnie inne osoby, wydaje się że łowca jest bliższy publice, aniżeli Lincoln rozmawiający z żołnieżami.
Jednak spośrod nominowanych do złotego chłopca, sądzę że te pradukcjia Spielberga ma największe szanse na zwycięstwo.



Perfect Blue (1998)

Jako nastolatka wręcz maniakalnie oglądałam wszelkiego rodzaju anime, zazwyczaj w formie serialu niż filmu kinowego (byłam tylko na "Metropolis"). Na 'idealny niebieski' natknęłam się przez FW (90% zgodności :P).
Krótka historia o piosenkareczce, której marzy się sława aktoreczki i zerwanie z 'imidżem' gwiazdki pop. tylko, że taka zmiana niesie ze sobą konsekwencje i... trupy. Główna bohaterka jest na rozstaju dróg, chce być inną osobą, ale jej alter ego nie chce do tego dopuścić...
Oglądając tą japońską anime, odrazu widać że ma już swoje latka, mimo to ogląda się ją w napięciu a po napisie "The end" chce się krzyknąć, "co tak krótko?", bardzo dobra produkcja krymianlno-psychologiczna, gdzie nie ma ani robotów, ani półnagich uczennicach z miseczką F, kompletnie różni się od tych, które współcześnie Japonia wypuszcza na rynek.



Blacque M.

Komentarze

Pusiek pisze…
"Perfect Blue" jest świetne. Chociaż bardziej podobała mi się ogladana nieco wcześniej "Paprika".
"Lincoln" to mim zdaniem straszny przeciętniak, jesli wygra kosztem "Miłości" to strasznie zawiodę się na Akademii (nie pierwszy raz zresztą).
Ania pisze…
Upside Down to świetny film pod względem wizualnym, kreacja tych dwóch światów ich połączenie, kolory WOW. Cała reszta? Cóż, kocham Jima ale nie było na co popatrzeć niestety...
Weronika pisze…
Chcę obejrzeć wszystkie te filmy, z wyjątkiem Perfect blue, bo nie przepadam za anime. Najbardziej skłaniam się ku Annie Kareninie. Świetny blog, pozdrawiam :)

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro