Przejdź do głównej zawartości

"Wystarczy Hitch... cock możesz połykać.."

W czasie, w którym rozmaite blogi kulturalne/ magazyny filmowe z każdej trony bombardują mnie recenzjami "Hobbita" z reguły sięgam po coś (puki co) mniej popularnego.

Twórczość 'mistrza grozy' Alfreda Hitchcock'a jest mi w minimalnym stopniu znana (swoją drogą jest wiele 'klasyków' z którymi jeszcze nie zdążyłam się zapoznać), jednakże kiedy światek filmowy obiegła wieść iż jego 'częściowa' biografia ma zostać sfilmowana i do tego tytułowego bohatera ma zagrać sam Anthony Hopkins od razu w kalendarzu odznaczyłam datę premiery.

from Tumbl

"Hitchcock" w reżyserii mi nie znanego Saschy Gervasi  bazuje na książce Davida Thomsona " The moment of Psycho: How Alfred Hitchcock taught America tolove murder", która opisuje powstanie "Psychozy"- dzieła dzięki któremu pan. H. stał się nieśmiertelny.

Rok 1959.
Kain i Abel. I Hitchcock jako obserwator i narrator.
Po sukcesie "Północ- północny zachód" reżyser pilnie poszukuje materiału na nową produkcję. W tym samym czasie do księgarni trafia książka z intrygującym tytułem - "Psycho". Mistrz jest nią zafascynowany i mimo wszelkich odmów z Paramount Pictures postanawia ją zekranizować na własną rękę i kieszeń.
Polecenie nr 1 - wykupić wszystkie egzemplarze powieści, tak by zainteresowani nie mogli znać ani przebiegu produkcji ani jej końca i by byli zmuszeni do czekania do czasu premiery, bądź też do czasu kiedy to w mediach pojawią się recenzje na ten temat.
Sprytny ruch.
Dalej widzimy przygotowania do pierwszych ujęć przeplatanych z życiem prywatnym pana H.. Ciągle poszukuje 'idealnej blondynki Hitchcocka' nie zwracając uwagę na swoją zdolną małżonkę (Helen Mirren), która poszukuje zajęcia u boku 'przyjaciela'.
Reżyser jak to każdy artysta w okresie tworzenia jest ciężki do znoszenia, męczy go zazdrość a także koszmary senne z Efem Gein'em w roli głównej. Bo właśnie o tym panu jest kręcony film.
Morderca, Nekrofil, zabójczo związany z matką - wspaniały materiał. Brutalność już wtedy się dobrze sprzedawała, niby rzecz odpychająca, a jednak nie łatwo się od niej odsunąć.
Zamiast podpisywania klauzuli poufności, aktorzy i inni współpracownicy na planie ślubują z ręką na sercu dochowanie tajemnicy. W obecnych czasach jest to marzenie ściętej głowy.
Główny bohater bardzo szybko z obserwatora zostaje pionkiem w grze umysłu, jego emocje przysłaniają trzeźwy osąd, pan H. wpadł w pułapkę i nie wie jak się z niej wydostać.
"Tym razem film się nie udał. Leży i nie chce ożyć" , wtem do akcji wkracza wierna małżonka i ratuje mistrza od opresji, nawet 'ci' z cenzury już przestają się czepiać.
Podczas premiery 'mistrz grozy' nie siedzi wśród widzów oglądając swoje dzieło. On obserwuje ich. ich reakcje, nawet odlicza sekundy do kultowej już sceny pod prysznicem.
Nie chwali się na prawo i na lewo swoim sukcesem, woli po świętować ze swoją drugą połówką.

Tumbl

Nie miałam jeszcze szansy by obejrzeć nominacje do Oscarów '13, film roku to co prawda nie jest, ale...
Anthony Hopkins nie ma sobie równych. Genialny makijaż i charakteryzacja sprawiają, że kultowy "Hannibal" jest nie do poznania, dykcja i charakterystyczna mowa ciała nie sprawiają wrażenia sztucznych, można by było powiedzieć że ten aktor już tak wygląda, się porusza i mówi.
Jeżeli pan Hopkins nie dostanie Oscara za kreację mistrza grozy, to może niech ktoś nagrodzi ludzi odpowiedzialnych za make-up.
Gwiazda Helen Mirren błyszczy równie mocno, raz potulna raz dynamiczna. Silna kobieta która wie czego chce i nie ma najmniejszej ochoty przebywać w cieniu męża.
Oboje stanowią świetny duet, który mam nadzieję jeszcze kiedyś podziwiać.
Jako całokształt jest to produkcja pod każdym względem warta uwagi.
Mogę spokojnie powiedzieć że Sascha Gervasi odwalił kawał dobrej roboty, ani nie narobił zbytnio nadziei, ani nie zawiódł.
Ot prosty złoty środek. Czas więc zapoznać się z jego innymi produkcjami.



Blacque M.

Komentarze

Ach, Hitchcock. Można rozprawiać i rozwodzić się nad jego filmową sztuką miesiącami i ciągle by było za mało. Ja po zapoznaniu się z jego twórczością lata temu, doszłam do wniosku, że zasługuje na to, żeby bliżej "poznać" jego życie za sprawą Internetu. Osobowość wielka i jednak okrutna. Ale jak to mówią - zwycięzców się nie sądzi.
Klaudyna pisze…
Ja Hitchcocka mam ciągle do nadrobienia. Ale chętnie ten film zobaczę.

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro