Przejdź do głównej zawartości

Napój dnia: krew chrześcijan /Projekt Kino/

Co kraj to inny obyczaj i inna mitologia. Duchy, Obcy i Wiedźmy zaczynają schodzić do lamusa i filmowcy na małą skalę zaczynają odkopywać dawne wierzenia i stwory by wnieść nieco świeżego powiewu przed kamerę.
W Norwegii istnieje najgorszy zawód świata i nie jest to wyworzenie śmieci, czyszczenie kanalizacji czy też nudne przesiadywanie w pracy której się szczerze nienawidzi. Jest to bycie łowcą Trolli, gdzie nocki i nadgodziny nie są liczone, ciągle się podróżuje i żyje w wszechobecnym syfie, do tego pensja jest marna.
Dla niedowiarków jako dowód że takie coś autentycznie istnieje zapraszam na seans paradokumentalny w reżyserii Andre Overdal'a "Łowca Trolli".
Podczas nieco ponad sto minut widz może się poczuć jakby przeglądał album ze zdjęciami norweskich krajobrazów, niby wszystko kręcone jest kamerą od ręki, ale szybko da się o tym zapomnieć kiedy piękno przerasta formę. Ale żeby nie było zbyt nudno jako gość specialny od czasu do czasu poprzez ekran przebiega brudny, śmierdzący, włochaty Troll imponujących rozmiarów (czasem też budowy ciała). Podczas podróży tropem tych dziwnych i przerażających stworzeń dowiadujemy się całkiem sporo informacji na ich temat, jak żyją, czym się żywią, jak je pokonać i trzymać w tajemnicy przed nic nie wiedzącym społeczeństwem.
Ich sekret jest nader pilnie strzeżony przez oficialnie nie istniejące organizacje, tak jak Ameryka strzeże sekretu o istotach pozaziemskich.
To kto ma teraz ochotę wybrać się do Norwegii na małe polowanie?
Ja język znam, a podróż nie jest droga.

"Łowca Trolli" to niebanalna produkcja, zapraszająca turystów nad piękne firody poszukujących mocnych wrażeń. Czy te stworzenia na prawdę istnieją to temat dla wielbicieli takich zagadnień, a dla 'niewierzących' to wspaniały akapit w mitologii skandynawskiej, lektury do jakiej każdego gorąco zachęcam.
Mimo skromnej oprawy artystycznej oceniam ten film jako bardzo dobry,  Norwegowie po raz kolejny pokazują jak mało potrzeba by stworzyć coś niebywałego, co zapadnie w głowach kinomanów i maniaków skandynawii na dłużej. Tym samym Europa pokazuje Ameryce palec środkowy mówiąc : " I co? I teraz my jesteśmy lepsi od was. Znowu, HA!".
Wiem że się powtarzam, ale nic na to nie poradzę, że produkcje made in USA ciągle i ciągle zaniżają poziom, puszczając w niepamięć dawne lata świetności, mimo to nadal cierpliwie czekam na element zaskoczenia. Czy się doczekam?

9/10





Blacque M.

Komentarze

Rodion pisze…
A Amerykanie szykują rimejk jak zawsze w takich sytuacjach ;) Mnie niestety film nie ujął za serce i zapadnie mi w głowie raczej jako przerażająco nieśmieszny i nudny, choć oryginalny. To nie humor dla mnie.

Popularne posty z tego bloga

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…