Przejdź do głównej zawartości

Czasem mniej znaczy.... mniej.



Selma Blair po raz kolejny w thrillerze jako zastraszana kobieta z pazurem.

Luksusowe życie nie zawsze bywa bezpieczne. Zwłaszcza jeśli jest się samym, przerażonym i do tego ukrywa się kilka znaczących tajemnic i grube konto bankowe.

"Columbus Circle" w reżyserii Georg'a Gallo to opowiastka o 'dziedziczce' cierpiącej na agorafobię, której sielskie życie zostaje pewnego razu brutalnie przerwane. 
Staruszka - sąsiadka z naprzeciwka kopnęła w kalendarz szybciej niż wszyscy sądzili, i nie wyglądało to na czyste zagranie, zostaje rozpoczęte dochodzenie w sprawie o morderstwo.
Kilka dni później do mieszkania wprowadza się Pani Śliczna i Pan Piękniś. Za dnia kochający, wieczorami nieznośni. Kłócąc się na korytarzu zwracają na siebie uwagę Pani 'jestem bogata i chcę być sama' z naprzeciwka, która cała wykąpana w pocie w końcu pomaga swojej nowej sąsiadce.
Mimo że się nie znają, mają poniekąd co nieco wspólnego. Zaczynają się dogadywać i milionerka jest w stanie nawet po tych kilkunastu latach wyjść ze swojego azylu na korytarz. 
Ups, chyba nie było to najlepsze posunięcie.
Pan Piękniś wraca pijany i 'przypadkowo' wchodzi nie do tego mieszkania, a panie sobie piszczą i płaczą na podłodze. Jednak prócz 'kradzieży' butelki alkoholu i jeszcze pewnego drobiazgu Pan jest nader spokojny.

Następnie ni z tego ni z owego widz dowiaduje się że młoda para nie ma najświętszych intencji wobec 'dziedziczki' , która swoją prawdziwą tożsamość i rodowód ukrywa pod fałszywym nazwiskiem już od ok.20stu lat. Policja coś węszy, ale nie dochodzą do żadnych wniosków.

Jak się zapewnie domyślacie kilka rzeczy nie poszło wg planu (Piękniś umiera) i Ślicznotka sama musi kontynuować swój plan. Jednak nasza przerażona bogaczka aż taka strachliwa nie jest i (szok) ubiega Panią' chce być bogata'.

Oczywiście jest happy end. Zła zostaje ukarana i ta 'dobra' wychodzi cało z 'opresji'.

"Columbus Circle" zapowiadał się świetnie, ale po jakiś 30stu minutach najwyraźniej zapał opuścił scenarzystów. Fabuła na plus, ALE nadal nie wiemy praktycznie nic o naszej głównej bohaterce. I jakim cudem kobieta która od tylu lat siedzi zamknięta w swoich czterech ścianach, a na sama myśl o wyjściu na zewnątrz mdleje, nagle pod koniec filmu uśmiechnięta pokazuje się na mieście?
A co z dochodzeniem panów policjantów? Albo co z tą parką?

Oglądanie tego filmu można porównać do takiej sytuacji : wizyta w restauracji, zamówienie dania, popatrzenie się na niego bez możliwości posmakowania i wyjście z lokalu, oczywiście z pustym żołądkiem.

Tutaj mniej znaczy autentycznie mniej, a szkoda bo mógły być z tego naprawdę dobry thriller. 

Blacque M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro