Przejdź do głównej zawartości

Retrospektywa: Rainer Werner Fassbinder

Tragicznie zmarły enfant terrible niemieckiej kinematografii Rainer Werner Fassbinder i dziś jest postacią kontrowersyjną, lecz niesłusznie zapomnianą.
Kręcił jeden film z drugim, bez zbędnych przerw, dzięki czemu w chwili śmierci (miał 37 lat) mógł poszczycić się imponującą liczbą 40stu produkcji, w których zazwyczaj lawirował wokół tematyki związków i konfliktów międzyludzkich oraz homoseksualizmu (sam otwarcie przyznawał się do biseksualizmu).
Jego życie osobiste jest pełne wybojów, co odzwierciedla się na jego niespokojnej i buntowniczej twórczości, zdobył mnóstwo nagród, prócz jednej - złotego chłopca.

O Fassbinderze możecie poczytać na wikipedii, w jednym z wydań Film na świecie, Fassbinder: The life and work of a provocative gen i jeszcze w wielu innych książkach poświęconych europejskiej kinematografii- do wyboru, do koloru.

Jak już wcześniej wspomniałam, niemiecki enfant terrible nakręcił sporo filmów i gdybym miała o nich wszystkich pisać to z tego 'artykułu' równie dobrze mogłabym zrobić pracę dyplomową :P
Skupię się na kilku wyjątkowych tytułach, wygranych i nominowanych, które każdy fan kina made in Germany po prostu M U S I znać.

Trzeci film wspomnianego reżysera, Miłość jest zimniejsza niż śmierć (1969) był pokazywany na 13. MFF Nowe Horyzonty jako film, a także luźna adaptacja teatralna, która z miejsca ukradła moje serce. Pisałam o tym już tutaj, wybaczcie że nie będę się za bardzo rozpisywać ale jak zaczynam o tym gadać to brzmię jak jakiś maniak, więc wam to oszczędzę :). Wspomnę tylko, że ta produkcja została nominowana do Złotego Niedźwiedzia i tym samym stała się przepustką do wielkiej kariery Fassbindera.




W roku 1970 ten wyczyn został powtórzony,  Dlaczego Pan R. oszalał? musiało obejść się bez wygranej i póki co jest dla mnie filmem must see tym bardziej że jest kiepsko dostępny, ale niedługo zrobię skok na mediatekę w Berlinie więc może tam znajdę tą perełkę :)

Rok później historia powtórzyła się po raz trzeci - Whity dostało nominację i to by było na tyle.

"Jest rok 1878. Mulat "Whity" jest lokajem i pracuje dla familii Nicholsonów mieszkającym na południowym-zachodzie Stanów Zjednoczonych. Ojciec rodziny, Ben Nicholson, ma atrakcyjną młodą żonę Katherine oraz dwóch synów z poprzedniego małżeństwa: homoseksualistę Franka i opóźnionego w rozwoju Davy'ego. Lokaj stara się wykonywać z pokorą wszelkie polecenia i rozkazy wydawane przez członków rodziny. Do czasu, kiedy dostaje zlecenia... zabicia niektórych."

Żywe kolory i horyzontalne ruchy kamer, to cechy szczególne dla filmów wczesnych lat siedemdziesiątych. Dodajmy do tego teatralny minimalizm tak bardzo charakterystyczny dla Fassbindera i mamy prawdziwą perełkę zapomnianą przez świat.(na Imdb tylko pół tysiąca ocen, srsly?)
Przy Whity widać wyraźnie, że niemiecki reżyser dopiero co szlifował swój oryginalny styl, gdzie psychologiczne upiory pełniły bardzo ważną rolę, nie przeszkadza to jednak w wysokiej ocenie tego dzieła i jego dalszego polecenia.Przy tym Django się chowa.



A żeby było jeszcze fajniej, to trzy lata po pierwszej nominacji zgadnijcie co się stało?
Gorzkie łzy Petry von Kant powtórzyło los swoich poprzedników... swoją drogą tego też nigdzie nie potrafię znaleźć....

W końcu w roku 1974 Opowieść o Effi Briest doczekała się wygranej, zdobyła Nagrodę Specjalną na Berlinale. Pierwsza zdobycz Fassbindera, o której jak na złość też nigdzie ani widu ani słychu....

Zaraz po tym sukcesie Strach zżerać duszę, również zostało docenione przez FIPRESCI , Jury Ekumeniczne i tutaj nawet fakt, że Złota Palma śmignęła mu przed oczami nie przeszkadza.

"Jeden z najgłośniejszych filmów wczesnego okresu twórczości Rainera Wernera Fassbindera. Nagrodzona w Cannes opowieść o dojrzałej kobiecie, która zakochuje się ze wzajemnością w marokańskim gastarbeiterze. Jej samotne, ponure życie wypełnia odtąd uczucie nieznane, spóźnione i niezwykłe zarazem. Szczęście wspólnego życia zostaje zniszczone przez sąsiadów, negatywnie odnoszących się do związku dwóch przegranych, okrutnie doświadczonych przez los ludzi. Nie akceptując romansu kobiety, zmuszają ją do zerwania znajomości."

Od teraz jeden z moich ulubionych melodramatów i ogólnie z filmów Fassbindera.. Naprawdę szkoda, że główna nagroda Cannes znalazła innego właściciela. Jednak by ją w pełni zrozumieć trzeba być w nastroju, bo wielu narzeka, że nic się nie dzieje, albo że za bardzo pokręcone to wszystko. Ale w tym szaleństwie jest metoda, a koneserzy na pewno będą zadowoleni.
O poszukiwaniu szczęścia, sile plotek, stereotypów i próby podporządkowania się własnym potrzebom.

Das Glück ist nicht immer lustig....

Strach zżerać duszę zapoczątkował karierę tragicznego aktora El Hedi ben Salem, z którym niemiecki reżyser był w burzliwym związku, wokół którego krążą fałszywe plotki jakoby zginął samobójczą śmiercią w więzieniu w roku 1982. Otóż wg pewnych źródeł w tym roku Fassbinder dowiedział się o śmierci byłego kochanka  (który tak naprawdę zabił się w '75) i to jemu zadedykował film Querelle, o którym napisałam coś na końcu.



Na kilka lat nastąpiła cisza, Fassbinder co prawda nadal produkował jeden film za drugim jednak żaden z nich nie został nigdzie doceniony, dopiero w roku 1978 za Niemcy Jesienią uzyskał po raz kolejny nominację do Złotego Niedźwiedzia.

"Znakomite grono niemieckich filmowców tworzy wspólnie ten, wyróżniony na MFF w Berlinie, interesujący dokument, który wywołało niejako porwanie przemysłowca Schleyera. Film składa się z wypowiedzi i komentarzy realizatorów, którzy podsumowują polityczną i społeczną sytuację, jak panuje w podzielonych Niemczech."

Fanom produkcji politycznych oraz historycznych się spodoba. Sam Fassbinder pojawia się tu w roli 'aktora', który razem z innymi omawia sytuację Niemiec, produkcja która w swoim czasie budziła kontrowersje, dziś jest zupełnie pomijana, mimo że na swój sposób przetarła szlaki filmom, które w 95% są dokumentalne.



A za Desperację został nominowany do Złotej Palmy.

Film na podstawie powieści Vladimira Nabokova, która momentami nawiązuje do Lolity. "Niemcy, początek lat 30-tych. Na tle wzrostu siły nazistów, Hermann Hermann, rosyjski emigrant i magnat czekolady, powoli wariuje. Zaczyna się od tego, że siedząc w fotelu obserwuje jak sam się kocha z żoną, Lydią, i z jej kuzynką. Hermann wkrótce zaczyna rozładowywać swoją wściekłość na swoich pracownikach, innych przedsiębiorcach i obcych. Wtedy spotyka Felixa, wędrownego robotnika, który wygląda dokładnie tak jak on. Wykupuje nową polisę ubezpieczeniową na życie..."
Lubię prozę Nabokova, ale ta produkcja do mnie nie przemawia, nic a nic. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego takie byle co było nominowane do Złotej Palmy... za dużo kombinowania a za mało Fassbindera, w którego kunszcie teatralno - filmowym się zakochałam.


Małżeństwo Marii Braun otrzymało nagrodę Specjalną (Srebrny Niedźwiedź dla najlepszej aktorki), kiedy to niemiecki reżyser coraz to bardziej zatracał się a narkotycznym nałogu.

"Maria Braun to matka-Niemka, symbol odradzających się z gruzów Niemiec, upadłej godności narodowej, szukającej ratunku w odbudowie ekonomii. Jej małżeństwo trwało jeden dzień i dwie noce, później utraciła męża na długie lata. Mąż poszedł na front wschodni, później znalazł się w sowieckim łagrze. Maria została sama. Maria Braun zdaje się ucieleśniać okres najgłębszego upodlenia Niemców tuż po wojnie na skutek zniszczeń, nędzy i głodu, okres dewaluacji wszelkich wartości, także kulturalnych oraz moralnych. Maria nie jest zła ani zepsuta, po prostu chce przeżyć i doczekać powrotu swego Hermanna. Jednak raz złamane zasady etyczne prowadzą do postępującej deprawacji."

Jedna z najważniejszych produkcji niemieckiego enfant terrible, absolutny must see, którego sam Bergman by się nie powstydził.



Ostatecznie po wielu latach walki w końcu udało mu się zdobyć upragnionego Złotego Niedźwiedzia za Tęsknotę Weroniki Voss w roku 1982.

"Akcja filmu toczy się w zachodnich Niemczech . Rzecz dzieje się na przełomie lat 40. i 50. Wtedy to niemieckie społeczeństwo przeżywało trudne rozliczenia z hitleryzmem. Veronikę Voss, zapomnianą aktorkę i byłą kochankę samego Goebbelsa, odnajduje przypadkiem na początku lat 50 dziennikarz sportowy. W tej chwili Veronika jest upadłą femme fatale, która marzy o powrocie na ekran. No niestety, ale nie wydaje się to jednak możliwe. Jest wiele rzeczy, które stoją na przeszkodzie by ponownie zabłysnąć. Pomijając nazistowską przeszłość, aktorka jest uzależniona od morfiny, a na dodatek ubezwłasnowolniona przez lekarkę, psychiatrę, dr Katz."

Klimatyczna produkcja w konwencji czarno- białej w pełni oddaje ducha życiowych potyczek tamtych lat.
Zasłużona wygrana, mimo że jeszcze nie sprawdzałam jaką miała konkurencję, ale wystarczy mi to, że Fassbinder po raz kolejny udowodnił, że ma rękę do aktorów i do kamery. Fabuła oparta jest na prawdziwym życiu Sybille Schmitz, niemieckiej gwiazdy filmowej.



Jak na prowokacyjnego geniusza przystało jego zakręcone życie zakończyło się równie tragicznie co los innych rebeliantów- przedawkowanie heroiny. Jego ostatnie dzieło Querelle ukazało się po śmierci reżysera i do dziś jest często wspominane, chociaż gdyby Fassbinder jeszcze jakiś czas pożył to i to odeszło by w zapomnienie i czekało aż ktoś go znów wyciągnie na światło dzienne.

"Powieści Geneta wydają się nie być możliwymi w adaptacji filmowej. Fassbinder udowadnia jednak, że jest to możliwe. Jak to u Geneta - seks i śmierć to nierozłączne tematy, a to wszystko ukazane jest w bardzo "sennej", statycznej prawie (teatralnej?) atmosferze. Film trudny i - mimo wszystko - tylko dla wielbicieli pisarza."

Dzieło ku pamięci El Hedi ben Salem'a. Co prawda nie znam Geneta, ale film zrobił na mnie olbrzymie wrażenie, głównie pod względem wizualnym, dlatego też niedługo wybieram się na książkowe łowy i mam nadzieję go znaleźć w którymś z wrocławskich antykwariatów.
Ostatni wór Fassbindera pozostawia spory niedosyt, choć mam jeszcze kilka filmów do nadrobienia, to już tęsknię za jego wyobraźnią i tym jak przekształcał ją na filmową rzeczywistość.



Jeżeli ktoś uważa się za fana kinematografii europejskiej to bez Fassbindera się nie ruszy. Jego produkcje mają ze sobą wiele wspólnego, ale w końcu każdy reżyser wyrabia sobie swój własny styl silnie insirowany teatrem, a stylistyka R. W. F.  do łatwych nie należy. Przypomina mi minimalizm Antononiego zmiksowany z egzystencjalizmem Bergmana- uczta dla koneserów, a ciekawskim, ale niezbyt przekonanym do ciężkiego kina polecam żeby zacząć od Miłość jest zimniejsza niż śmierć, jest to zdecydowanie najłatwiejszy twór pokręconej wyobraźni prekursora nowego kina niemieckiego. Generalnie do wyżej wymienionych dzieł trzeba mieć czas bo oglądanie byle jak można sobie lepiej zostawić dla blockbusterów, tutaj szare komórki się nie znudzą ani nie zmęczą.. (no może trochę).


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro