Przejdź do głównej zawartości

Ingmar Bergman prezentuje:

Wieczór Kuglarzy (1953)

Cyrk Alberti dobre czasy ma za sobą, aktualnie artyści żyją w ubogich warunkach, wśród chorób, myślami często uciekają wstecz, kiedy byli jeszcze szanowani, a nie przeganiani przez policję.
Właściciel cyrku lata temu pozostawił ciepło rodzinne dla przygody, jednak obecne warunki jego 'biznesu' kuszą go na powrót do pod fartuch żony. Jego urocza dziewczyna, pomimo swojej naiwności również pragnie znaleźć zabezpieczenie na przyszłość, które znajduje się w ramionach wymalowanego aktorzyny.
"Wieczór kuglarzy" to portret upadającego biznesu jakim jest cyrk, rzeczy która kusiły kolorami, teraz odpychają szrością i brudem, zamiast tego lepiej jest posiedzieć w domowym nudnym zaciszu, jest to również portert upadku marzeń i twardego lądowania na czterech literach.Całość dopełnia doskonała gra aktorska Harriet Andersson oraz typowy dla Bergmana podkład muzyczny.



Marzenia kobiet (1955)

Szanowana fotografka Susanne marzy o żonatym Henriku, modelka o urodzie porcelanowej laleczki marzy o  słodkościach, parku rozrywki i o wszystkim co się nie wiązało z pracą.
Obie kobiety chcąc dwóch różnych rzeczy wybierają się do Göteborga pod pretekstem zlecenia. Ich oczekiwania wobec innych, a także wobec życia ulegają zmianie w trakcie 'delegacji'.
Bardzo dobry dramat psychologiczny szwedzkiego reżysera, tak samo klimatyczny jak jego pozostałe produkcje, choć niestety mniej znany.



Twarz (1958)

Wędrowny Teatr Magnetycznego Zdrowia to parada dziwolągów, których celem jest namieszanie w głowie potencialnym niedowiarkom. To w domu konsula, sztuczki teatru zostaną poddane próbie i dokładnej analizie przez miejscowego lekarza. Vogler jest ukrywającym się uciekinierem od rzeczywistości, jego twarz jest aż przesadnie wystylizowana co u jednych wzbudza nienawiść a u innych strach.
Do "Twarzy" potrzebowałam dwóch podejść, a mimo to za każdym razem kiedy się na tą produkcję natknę, mam wrażenie że o czymś zapomniałam, że coś mi przez palce przeciekło.
Begrman lubi psychologiczne rebusy, lubi bawić się widzem w dosyć nietypowy sposób, co da się dostrzec przy większości jego filmów.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro