Przejdź do głównej zawartości

Kolorowy zawrót głowy...

Nie od dziś wiadomo, że najwięcej Turków mieszka w Niemczech (prócz w Turcji naturalnie). Wschodni emigraci mają różne sposoby na życie w Niemczech.
Jedni uczą się pilnie języka i przystosowują się do panującego tam tempa życia. Natomiast są też ludzie, dla których emigracja ze Wschodu na Zachód jest jak przeprowadzka z jednego miasta do drugiego - mieszkając w Niemczech nie umieją mówić tamtejszym językiem, nie zmieniaja swych nawyków, izolują się tym samym od społeczeństwa.
Pierwszy typ emigranta (wymieniony przeze mnie) czasem wyrzeka się nawet obywatelstwa tureckiego i staje się w 100% Niemcem.
W codziennym pożyciu te dwie nacje żyją w zgodzie. To głównie Turcy pracują dla Niemców otwierając małe bary z daniem głównym - Kebab. Najszybicej do życia na obczyźnie można przystosować się otwierając swój prywatny biznes.
Ale nie w takich aspektach chcę rozpatrywać stosunki Niemiecko - Tureckie.
Same niemieckie słuzby bezpieczeństważe nie obawiają się konfliktów na tle narodowościowym, boją się raczej libacji alkoholowych i tego, co może być ich następstwem.
W walce o półfinał Mistrzostw Europy 2008 spotkaja się dwie drużyny - Niemiecka i Turecka.
Już w dniach poprzedzających ten historyczny moment (którym niewątpliwie ten mecz jest) na ulicach Niemiec panuje kolorowy zawrót głowy - wojna na barwy flag.
Czyich flag jest więcej, tureckich czy niemieckich?
Nie sposób tego policzyć. Trzeba by było zjechać całe Niemcy wzdłuż i wszerz i nie pomijając żadnego zakamarka, zliczyć flagi.
Pojawia się też problem- czyjej drużynie kibicować?
Tej z rodzinnego kraju, czy może tej z kraju, który dał pracę, rodzinę, godne życie...?
To jest już zależne od samego kibica...
Póki co jest to bezpieczny konflikt na "kolory szmatek". I lepiej by tak zostalo.
Nie warto kłócić się o to która drużyna mężczyzn goniących za kawałkiem skóry zwycięży.
Są ważniejsze sprawy....

Blacque M.

Komentarze

Andrzej Przecwel pisze…
Niestety, jedno z ostatnich zdań jest zbyt subiektywne i zakrawa na ignorancję lub nieprzywiązywanie należytej wagi :) trzeba wczuć się w tureckich kibiców ;)

Artykuł jest dobry :) Jednak zbyt krótki. To samo można usłyszeć w innych stacjach, np dziś w TVNie. Słusznie zwróciłaś, Blacque, uwagę na służby porządkowe, które będą czuwać i na zagrożenia wynikające ze starć 2 olbrzymich nacji w 1 kraju.

Nie podoba mi się jedno. Od bardzo fajnego wstępu, kiedy ukazujesz różne rodzaje "tureckiego emigranctwa", od razu nawiązujesz do Euro 2008. Czas zapytać: co w tym tekście pełni rolę główną, a co poboczną? :) Czy to był tylko rozwinięty wstęp do punktu kulminacyjnego? Mało, mało, mało... szkoda :) Bardzo fajnie piszesz, a jeśli chodzi o Niemcy wiem, że posiadasz odpowiednią wiedzę, którą możesz przekazać :)

A flagi... skąd my to znamy ;) I co masz na myśli, pisząc o wazniejszych sprawach? Taka niedokończona myśl :)

pozdrawiam, Damian :)
Jagoda pisze…
Duzo powtorzeń, i zdań niegramatycznych, ale generalnie na plus ;)

pozdrawiam Cie serdeczenie M.

yahoda
Anonimowy pisze…
Ciekawy artykuł, chociaż może rzeczywiście nieco za krótki. Dobrym pomysłem było nawiązanie do Euro 2008, gdyż to na pewno zwiększy czytelnictwo, zwłaszcza wśród męskiej części czytelników :P tym bardziej, że jest mowa o Turcji i Niemczech, które ostatnio zaciekle walczyły o awans do finału :)
A co tej niedokończonej myśli na końcu artykułu... domyślam się, że specjalnie tak napisałaś, żeby zmusić czytelnika do własnej interpretacji wyrażenia "ważniejsze sprawy", gdyż taki zabieg literacki naprawdę robi dobre wrażenie ;)
Pozdrawiam.
Andrzej Przecwel pisze…
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Andrzej Przecwel pisze…
No, PO DZIKU dobre wrażenie :P Mi się nie podoba najbardziej na tym blogu. Zakrawa na nieposzanowanie, zresztą już pisałem, pod co to można podciągnąć ;)

W celu wywarcia wrażenia, i zostawienia dla włąsnej interpretacji - można było zastosować inne słowa niż leniwe, lekką ręką pisane "Są ważniejsze rzeczy". Tak stanowczo zabrzmiało, tak zbyt godnie, bez szans na polemikę :)

Popularne posty z tego bloga

Renato Casaro

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Six Feet Under

"Wielokrotnie nagradzany, amerykański serial telewizyjny stworzony przez scenarzystę American Beauty Alana Balla. Serial ten jest już uważany za klasyk gatunku współczesnego serialu amerykańskiego, który to wciąż zdobywa popularność i uznanie wśród widzów i krytyki na całym świecie. Agnieszka Holland uważa serial Sześć stóp pod ziemią, obok m.in. Rodziny Soprano, za nowatorski w historii telewizji, który przełamał barierę obyczajowego małego realizmu. Holland wskazuje także na większą oryginalność i wartość artystyczną tych seriali, wobec innych kontrowersyjnych i odważnych produkcji, jak Seks w wielkim mieście czy Ostry dyżur. Sześć stóp pod ziemią wielokrotnie pojawia się w zestawieniach najlepszych seriali jak i najwybitniejszych finałowych odcinków wszech czasów. Serial skupia się wokół zakładu pogrzebowego "Fisher & Sons", prowadzonego przez Fisherów i opowiada o ich życiu po śmierci głowy rodziny. Akcja filmu dzieje się we współczesnym Los Angeles. Tytuł ozna…