Przejdź do głównej zawartości

Dziewczynka

"O godzinie dziesiątej siedzi Trisha w samochodzie swojej matki. O wpół do jedenastej zgubiła się w lesie. O jedenastej próbuje się nie bać. Nie myśleć o tym ze czasem ludzie zagubieni w lesie nigdy nie wracają. Głód i pragnienie, komary i dzikie zwierzęta, samotność i ciemność. I przede wszystkim co wyruszyło jej śladami..."
Krótka zachęta do lektury. Kto czyta? Ja.
Lipiec 1998 roku, USA.
Trisha ma ciężko. Rozwiedzeni rodzice. Ojciec alkoholik, matka nie zwraca na nią uwagi, jest zbyt zajęta kłótniami ze starszym synem i udawaniem że wszystko jest okej. Pewnego dnia pada pomysł na wyjście do lasu, by pobyć bliżej natury i się wyciszyć, poczuć ze jest się rodziną.
Dziewczynka cieszy się, "Ach gdybym tak się napiła wody prosto ze źródła". Jednak ten wyjazd ma być inny. Matka znów zaczyna się kłócić z synem, nie zwracają uwagi na Trish'ę, która "natura wzywa". Dziewczynka mając tego dosyć, postanawia na chwilkę odłączyć się od rodziny. Wkracza do lasu, ale jak każda "dama" nie lubi być obserwowana, wiec postanawia iść bardziej w głąb lasu by załatwić swoja potrzebę. Żeby zaoszczędzić czasu na powrót postanawia iść dalej, bo za jakiś czas musi wyjść na ścieżkę. Logiczne myślenie jak na dziewięciolatkę, ale błędne.
5 dni.
Tyle błądziła Trisha po lesie, żywiła się owocami leśnymi i resztkami lunchu z plecaka. Słuchała radia z walkmana, by usłyszeć ludzki głos, być może meldunek o zaginięciu dziecka, ale przede wszystkim słuchała transmisji z meczu baseballa jej ukochanych Red Sox'ów. To dodawało jej otuchy i odwagi, chroniło ja przed czarną bestią. Ów bestia pojawia się na sam koniec tułaczki Trishy. Jak gdyby nie chciała, żeby dziewczynka opuściła las i wróciła do cywilizacji, do rodziny. Tylko przypadek ja ocala. Myśliwy zabija bestię i ratuje dziewięciolatkę.
Bohater.
Nie, bohaterką jest ona. Bo jakie dziecko przetrwało by tyle czasu w lesie. Czasem nawet dorosłym się to nie udaje.
Kolejna świetna książka Stephena Kinga. Opowieść grozy a zarazem 300stu stronicowy 'epos' o chęci życia mimo wszystko.
Na pierwszej stronie stoisz na nim, ale o tym nie wiesz, a później czym dalej wędrujesz, tym bardziej się zapadasz. Bagno. Tak bardzo wciąga ta książka.
Brawa dla Mistrza i dla Trishy.

Blacque M.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro