Przejdź do głównej zawartości

The good and the bad

 Nie jestem specialne zaznajomiona z kinem tureckim, nadal go odkrywam, choć nie obce jest mi nazwisko Ceylana, Akina i innch, to jednak nie mam teraz nerwów dla kilkugodzinnych "chce być jak" eposów.

Ostatnio dzięki znajomemu miałam okazję wybrać się na skromny seans, na którym obejrzałam dwie historie chłopców, którzy pod względem charakteru różnią się od siebie diametralnie, mimo że wychowują się w podobnych warunkach na tureckiej prowincji. Warto jednak się z Sivas i Kuzu zapoznać, dla narracji, martwych obrazów i portretów psychologicznych Aslana oraz Merta.
 
Sivas (2014)
9/10 ♥

Turecki dramat obyczajowy autorstwa Kaana Mujdeci zadebutował na tegorocznym festwalu w Wenecji, gdzie pomimo pozytywnych opinii nie zgarnął żadnej nagrody.

Kaan opowiada historię jedenastoletniego Aslana, żyjącego w ubogiej anatolskiej wiosce, zdominowanej przez pierwiastek męski. Chłopak jest uparty i niezbyt milusi i nie wydaje się by był taki tylko dlatego by spodobać się starszyźnie. Gdy zamaiast roli księcia w szkolnym przedstawieniu zdobywa rolę krasnala, opowiada wszystkim wokół jaka to niesprawiedliwość, ale by stanąć oko w oko z nauczycielem to już przekracza jego ograniczoną dumę.
Na tureckich prowincjach walki psów są na porządku dziennym, niezbyt przyjemny widok zwłaszcza że te sceny są prawdziwe. Po przegranej walce psiak zostaje pozostawiony na pewną śmierć, ale Aslan odjanduje w tym futrzaku szansę na pokazanie wiosce, że jak na swój wiek zasługuje na o wiele większy szacunek. Pielęgnuje Sivas'a i trzyma mocno przy sobie: mój!

Sivas to studium psychiki chłopca, przyciśniętego przez społeczeństwo, gdzie wulgarność i trywialność jest na porządku dziennym. Aslan nie ma porządnych wzorów do naśladowania, nie zna innego życia jak to które wiedzie w miejscu gdzie diabeł mówi dobranoc. Jako jedenastolatek wykazuje sporą tendencję do bycia agresywnym, za kilka lat będzie siał postrach na dzielni, scena gdzie dopinguje swojego futrzaka w walce zapada w pamięć na dłuższy czas.

Dziecko pozbawione beztroskiego dzieciństwa szybko uczy się walczyć o swoje przetrwanie i akceptację w oczach starszych mieszkańców wioski, nie znając innych możliwości zatraca się w pragnieniu być jak ci dorośli, co za kilka lat doprowadzi go do zguby. Ale smutniejszy jest fakt, że bohater sam o tym nie wie.



Kuzu (2013)
8/10 

Kutlug Ataman zagląda z kamerą w ubogie rejony Anatolii, gdzie brak bierzącej wody jest na porządku dziennym, a mieszkańcy stęsknionym wzrokiem spoglądają na drogę prowadzącą do miasta. Mert według tradycji zostaje obrzezany, jednak rodzinę nie stać na kupno baranka by uczcić to wydarzenie. Rodziciele boją się, że bez uczty odwrócą się od nich inni mieszkańcy wioski. W tym samym czasie ojciec ucieka do miejskiej kochanki, u której zostawia całą pensję, a jego żona z dziećmi są skazani na siebie. Zdruzgotana matka jednak się nie poddaje i znajduje dosyć rygorystyczne rozwiązanie.
W pierwszej części filmu to właśnie Mert jest głównym bohaterem, obeserwujemy proste wiejskie życie jego potulnymi oczami, sam nosi przezwisko Owca, ze względu na swoją dzięcięcą łagodność. Sposób w jaki próbuje zdobyć danie główne na swoją ucztę, śpiewając okolicznemu pasterzowi z naiwną wiarą o podarunek.
W pewnym momencie rolę główną przejmuje matka, wystraszona ale silna kobieta, która pozostawiona sama sobie nie szuka pomocy i pociechy u innych, ale dumnie trzyma czoło ku górze. Przy niej ojciec wypada bardzo blado, wręcz przeźroczyście.

Kuzu opisuje prostą historię w prosty sposób, dramat który przyjemnie się ogląda, ale niestety po kilku dniach zaczyna wyparowywać z pamięci. Obraz był pokazywany na tegorocznym Berlinale w sekcji Panorama, gdzie prócz paru poztywnych recenzji większej furory nie zrobił. Polecam dla fanów dramatów społecznych.



Ubóstwo łączy, ale też dzieli. Aslan i Mert pochodzą z rejonu, który został ominięty przez cywylizację i zapomniany przez społeczeństwo. Chłopcy wychowywują się teoretycznie w tym samym środowsku, jednak ten pierwszy nie ma pozytywnych wzorców do naśladowania, a ten drugi jest chroniony przez matkę, która skutecznie zapobiega wszelkiemu nieszczęściu i braku szacunku ze strony innych mieszkańców wioski.
Rodzina ma jednak moc, a jej brak przy braku kręgosłupa moralnego może prowadzić za kilka lat do katastrofy, albo i nie.
W sumie czy Aslana obchodzi kim będzie za kilka lat?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro