Przejdź do głównej zawartości

Made in France

Wielkie wejście (2012)
7/10

"Film opowiada historię dwóch przyrodnich braci. Benoit "Not" (Benoît Poelvoorde) jest "najstarszym punkiem w Europie", żyje na ulicy i nie martwi się żadnymi problemami. Jean-Pierre (Albert Dupontel) to handlowiec, który pewnego dnia traci pracę i żonę. Pragnąc zmienić swoje życie, bohaterowie udają się w "podróż" w poszukiwaniu wolności."

Prawie wszyscy wiedzą kto jest najlepszy w tworzeniu czarnych komedii - Brytyjczycy, ale mało kto wie, że również eksperci od klimatycznych komedii (Francuzi) potrafią dotrzymać kroku wyspiarzom.
Przyzwoity film, ale nie polecam go oglądać w oryginale bo nawet ja ze świetną znajomością języka francuskiego nie byłam w stanie połapać się w dialogach. Jak będziecie mieć szczęście to znajdziecie polskie napisy, gdzieś tam w otchłani internetu. Le grand soir był wyświetlany na początku sierpnia w ramach festiwalu Transatlantyk w Poznaniu.

i


Książę nie z tej bajki (2013)
4/10

"Laura wciąż wierzy, że któregoś dnia spotka swojego "księcia z bajki". Ma już jednak 24 lata i w jej życiu nic się nie zmienia. Wtedy na jednej z imprez spotyka tajemniczego Sandro. Chłopak pojawia się dokładnie tak, jak Laura sobie to wyśniła. Wydaje się, że poznała wreszcie mężczyznę swoich marzeń, gdyby nie to, że wkrótce potem... zawiera znajomość z równie fascynującym Maxime'em. Czy można spotkać więcej niż jednego księcia z bajki?"

Laura jako królowa była by strasznie mdła i powinna abdykować, na szczęście we Francji monarchia nie istnieje już od stuleci i nikt nie musi się martwić, że któregoś dnia zasiądzie na tronie babka, która najczęściej jest głową w chmurach i nie za bardzo kontaktuje co się wokół niej dzieje. Uwielbiam francuskie kino, ale Au bout du conte jest jednym z najnudniejszych i nieudolnie zrealizowanych filmów jakie kiedykolwiek miałam okazję oglądać. Generalnie jestem przyzwyczajona do tego typowego klimatu fanów bagietek, wina , sera i żabich udek, jednak w przypadku najnowszego dzieła Agnes Jaoui ten lekki klimat zakryty jest ciężkimi chmurami cukru i całość jest bardzo mocno przesłodzona i wcale niesmaczna. Ale może fankom opowieści o księżniczkach i wielbicielkom koloru różowego się spodoba. Zdecydowanie wolę pazury zamiast tipsów i prywatnie i w filmie. Jedynym plusem mrzonek o miłości idealnej jest piękna oprawa muzyczna, ale to by było na tyle. Niestety.



Dans la Maison (2012)
9/10 ♥

"Życie Germaina (Fabrice Luchini), znudzonego pracą nauczyciela i niespełnionego pisarza, zmieni się, gdy pozna 16-letniego Claude'a. Chłopak postanawia wkroczyć w intymne życie rodziny szkolnego rówieśnika i opisywać wszystko co uda mu się podejrzeć w cudzym domu. Relacja nauczyciela i ucznia przeistacza się w nietypową przyjaźń. Germain nie może doczekać się kolejnych tekstów. Mężczyzna pokazuje skandaliczne opowieści Claude'a żonie i wspólnie ulegają fascynacji niezwykłym talentem chłopaka. Kolejne dni spędzone przez 16-latka z obcą rodziną prowadzą do coraz większej bliskości z atrakcyjną matką szkolnego kolegi (Emmanuelle Seigner). Podglądanie, które zaczyna ulegać wzbierającemu pożądaniu do dojrzałej kobiety wymyka się spod kontroli. Spisywana na papierze fikcja zaczyna niebezpiecznie mieszać się z rzeczywistością. "

Claude Garcia tym razem naprawdę się popisał, jego role zazwyczaj mnie bardzo mocno irytują, ale tym razem mnie zachwycił w roli nieco psychopatycznego nastolatka. I z  perspektywy czasu to było by na tyle, przyznaję że francuski dramat oglądałam jakoś na początku jesieni zeszłego roku i zdążyłam już nieco ochłonąć, a w takim przypadku często kusi zmiana oceny, ale wiecie co? Nie mam zamiaru tego robić, bo mimo iż teraz nic sensownego nie przychodzi mi do głowy, to jest to naprawdę rewelacyjny francuski film.



Delikatność (2011)
6/10

" W życiu Nathalie (Audrey Tautou) i François (Pio Marmai) wszystko układało się jak w bajce. Byli młodzi i piękni, mieli dobrą pracę. Miłość, choć nie bez pomocy soku morelowego, poraziła ich jak grom. Ślub, pośród płatków śniegu, miał być jedynie wstępem do długiego i szczęśliwego życia. Marzenia prysły wraz z nagłą i niespodziewaną śmiercią François. Nie mogąc stawić czoła żalowi, smutkowi i gniewowi Nathalie rzuciła się w wir pracy. Minęły trzy lata i nic nie wskazywało, że w życiu dziewczyny może się coś zmienić. Pewnego dnia w biurze pojawia się łysiejący, szczerzący w uśmiechu zęby Marcus (François Damiens), Szwed ubrany w beżowy sweter po dziadku. Nathalie, nagle, bezwiednie, całuje Marcusa namiętnie w usta. To początek romantycznej i zabawnej historii, która wiele namiesza zarówno w życiu Francuzki i jak i Szweda. Łącząca ich relacja służbowa z pewnością niczego nie ułatwi."
Z takim duetem aktorskim nic nie może pójść źle, ale mimo to francuska "dramatyczna komedia" jest mdła. Dobra jest co najwyżej na zbicie niedzielnego leniwego czasu. Oklepany schemat bez powiewu świeżości przyprawia mnie o ból głowy.


Miłość po francusku (2013)
6/10

" Alice Lantins ma 38 lat. Jest piękna, ambitna i całkowicie oddana swej pracy - do tego stopnia, że życie prywatne dla niej nie istnieje. Ma w ręku wszystkie atuty, by zostać nową redaktor naczelną magazynu "Rebelle". Wszystkie, poza jednym... Alice jest kobietą, która nigdy nie wykracza poza utarte schematy. Dopiero gdy w jej życiu pojawi się 20-letni, czarujący Balthazar, koledzy i znajomi spojrzą nagle na nią innym okiem. Alice spostrzeże, że los dał jej do rąk klucz do przyszłej kariery. Zaczyna zatem odgrywać komedię, udając nieprawdopodobną idyllę."

Wszystko niby pięknie ładnie, ale końcówka jest klasyczna: kłótnia potem wielkoduszne przeprosiny przy szerokiej publice. Srsly? Mało to całość jest baaardz płytka, gdybym miała inne zajęcie na dzisiejszy wieczór to dalej byłabym w błogiej niewiedzy.


Generalnie: komedia francuska nie ma w sobie (prócz języka) nic francuskiego, a teraz minuta ciszy dla tych co w pogoni za wartościowymi papierkami porzucają swoje dziedzictwo kulturowe by wsiąknąć w szary bury tłum.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro