Przejdź do głównej zawartości

Merlin szuka następcy !

Nietypowa, bo pisana w formie scenariusza powieść S. Kinga powieść "Sztorm Stulecia" niedawno wylądowała w mojej skrytce pocztowej.
Równie szybko łapczywie ją pożarłam.

Historia ma miejsce na wysepce pośrodku niczego, a jak to zazwyczaj tam bywa, owi mieszkańcy są bardziej jak rodzina połączona mroczną tajemnicą.
Główny bohater to właściciel sklepu jak i miejscowy szeryf, nazwisko jest znane dla namiętnych czytelników Kinga - Mike Anderson. Jego zadaniem jest uspokojenie mieszkańców i zapewnienie im bezpieczeństwa w obliczu tytułowego sztormu, który ma więcej do czynienia ze śniegiem aniżeli deszczem.
Mało tego paskudna pogoda to psikus w porównaniu z tym co los zgotował dla tej małej wysepki. 
Niczym w dobrym kryminale, już na samym początku powieści obserwujemy scenę zabójstwa nr 1, jednak zagadką nie jest odnalezienie winnego, który swoją drogą nic sobie z tego nie robi, ale odgadnięcie czego on chce. 
"Dajcie mi tego czego chcę a zniknę" 
Zainteresowany ciągle i ciągle powtarza tylko to jedno zdanie w międzyczasie mrucząc coś do siebie samego i tajemniczo wymachując rękami.
To że nie jest istotą ludzką nie jest ciężko odgadnąć. 
W takim razie kim?
"Sztorm Stulecia" ni podaje nam jasnej odpowiedzi na to pytanie, niby raz pan Anderson twierdzi że winny jest biblijnym demonem innym razem... Merlinem.
Whatever.
Akcja szybko nabiera tempa. Przybysz sieje panikę wśród mieszkańców prowokując kolejne mordy z celi w której zostaje uwięziony. Policja jest bezradna. Nikt nic nie wie.
Czysty Chaos.
Zazwyczaj jest tak, że pod koniec powieści, czytelnik dowiaduje się co i jak, ale nie u Kinga.
Tam dopiero pod koniec wiadomo, że podejrzany o pseudonimie "Merlin" po prostu chce mieć dziecko, bez kobiety, coś a la adopcja. Cóż, nikt nie żyje wiecznie, nawet istoty o nadprzyrodzonych zdolnościach.
Jak już zapewne się domyślacie dopiero teraz następuje tragedia. Tragedia dla rodziców dziecka mającego być następcą owego pana. 
Tym razem wyjątkowo King daruje sobie happy end, zastępując go bad end'em. 

Dzięki temu, iż "Sztorm Stulecia" pisany jest w formie scenariusza, przeczytanie całej powieści może czytelnikowi zająć co najwyżej jeden dzień. Mało tego, wyobrażenie sobie tego w formie filmu bądź miniserialu to psikus.
Jedni wolą książki inni ( zwłaszcza ci planujący samemu coś takiego stworzyć) scenariusze.
Ta druga opcja co nieco może ograniczać pole popisu pisarza, czy też czytelnika, serwując mu wszystko na tacy.
Jednakże jest to miła odmiana.


Blacque M.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro