Przejdź do głównej zawartości

5 filmów których jako dziecko widzieć nie mogłam, ale jednak je zobaczyłam

Miałam w planach stworzenie tego wpisu z okazji Dnia Dziecka, ale przez zawijasy życia codziennego wiecznej studentki nie dałam rady. Nowa praca (tym razem w komunalnym kinie) jest bardziej wymagająca, niż na początku zakładałam, ale jestem z niej zadowolona. Do tego dochodzi cała masa materiału do opanowania w tym semestrze i akbrakadabra - nie mam życia.
A oddanie laptopa do naprawy wiązało się z filmowym detoksem, który kiepsko znosiłam. Ale już po wszystkim i znów, zamiast uczyć się do sesji mogę szperać i odnajdywać tytuły, które albo przegapiłam, albo wcześniej nie zwróciłam na nie uwagi.
To że pracuję w kinie wcale nie oznacza, że mogę do woli przesiadywać w przytulnej sali kinowej z piwskiem w łapie, ach gdybym tylko miała na to czas, no i gdyby  tylko filmy które chcę widzieć były pokazywane dłużej niż 2-3 tygodnie....

c' est la vie


Ale już wracam do tematu.
Sądzę, że każdy ma takie kilka produkcji, które zbrukały jego niewinną dziecięcą wrażliwość, traumatyczne przeżycie dla kilkulatka/i, które z biegiem lat alb wyblakło i zostało zapomniane, albo przerodziło się w strach przed .......... (wpisz co chcesz)
Jak na córkę wielbicieli starych dobrych horrorów przystało, miałam nieograniczony dostęp do ich kolekcji kaset vhs, a że wiedziałam jak się odtwarzacz obsługuje, do tego byłam sama w domu to marszem ruszałam do pokoju z TV i wybierałam na chybił trafił. (Uwaga: nie zawsze był to horror.) Choć czasami mogłam na spokojnie siedząc obok ojca, wraz z nim oglądać Omena, z tym nie było problemu. Problem pojawiał się, jak na ekranie pojawiało się nagie kobiece ciało ze zbliżeniem na olaboga - biust, wtedy w ekspresowym tempie ręce matki zasłaniały mi oczy i z sykiem kazała zmienić kanał, albo przewinąć dany fragment filmu.
Do dziś mnie to bawi :)
Prócz strachu przed pająkami i ptakami nie mam żadnej traumy, a i te dwie słabostki wiąża się bardziej z życiem na wsi niż z filmami, więc nikt mi żadnej krzywdy nie wyrządził, właściwie to te stare kasety same mnie do siebie przyciągały, a teraz mogę powiedzieć że swoją przygodę z filmem zaczynałam już jako ośmiolatka :)

A oto tytuły:

1. Atak pająka olbrzyma

Na serio, do dziś nie wiem jak ten film się naprawdę nazywa, tak był podpisany na tej nieszczęsnej kasecie, na której znajdował się również Indiana Jones: Poszukiwacze zaginionej Arki (1981), który uwielbiałam.
Kiedy wbijam ten tytuł na filmwebie to wyskakuje mi tylko kiepski pajęczy film bodajże z roku 2002, a po tym starym ani widu ani słychu.
Określiłabym ten film na lata 70te, ze względu na ciuchy aktorów i na charakterystyczne barwy dla tamtych hipisowkich lat.

prócz obrazka, nic więcej nie znalazłam...
Atak pająka olbrzyma dopiero z perspektywy tych dwóch dekad wydaje mi się kiepsko zrealizowany i powinien raczej budzić śmiech. Jako ośmiolatka byłam tą produkcją zafascynowana, potrafiłam ten film na okrągło oglądać i za każdym razem jak pojawiał się jakikolwiek pająk piszczeć w niebogłosy, scena kiedy pająk - matka pałaszuje pewnego nieszczęśnika mnie bawiła (swoją drogą teraz ta scena jest mega komiczna, no i który pająk posiada tylko 1parę oczu?), być może dlatego i teraz mam nieco makabryczne poczucie humoru. Wiecie, ja sama nie rozumiem mojego zachowania....po co ja przy tym filmie tyle razy wpychałam kasetę do odtwarzacza i klikałam play, skoro mnie odpychał i bałam się wchodzić do ciemnych pomieszczeń, albo nawet na strych.. ehh
Obecnie moje mieszkanie jest pachnie olejkiem miętowym, który odstrasza te paskudztwa i mam spokój, ale pod namiot żadna siła mnie nie wyciągnie, chyba że  zabiorę ze sobą cały zapas tego zapaszku :D

2. Omen II (1978)

Pierwsza część nie zrobiła na mnie zbytnio wrażenia ( i tak nie za bardzo rozumiałam o co kaman), natomiast 'dwójka'..... Pierwsze 10 min filmu do dziś mnie prześladuje. Ta wrona i ta rażąca czerwień krwi.... (typowa dla tego okresu produkcyjnego)
Gołębie należą do miejskiego życia, taki akcent, ale jak banda takich dziobatych stworzeń o spojrzeniu psychopaty się do mnie za bardzo zbliża to się automatycznie cofam, ku uciesze znajomych, "bo te stworzenia nie są nic a nic agresywne"... taaa... a wrony i kruki... mogę je tolerować tylko z bezpiecznej odległości. Generalnie, wszystko co ma dziub i pióra mnie odstrasza, a to wszystko dzięki 10min Omena, z którego poza tą jedna sceną niczego nie pamiętam, no i też dzięki atakowi koguta i gęsi, kiedy musiałam przeskakiwać przez ogrodzenie po piłkę. Tia.
horrorreview.com

3. Alicjo, słodka Alicjo (1979)

W przypadku Alicji miałam podobny problem, co z filmem pod numerem 1., z tym że ta kaseta nie była podpisana. Szukałam długo, aż w końcu ku mojej uciesze znalazłam, dzięki temu że dobrze zapamiętałam jedną z początkowych scen. Klimatyczny, mało znany horror o zamordowanej dziewczynce, tuż przed jej pierwszą Komunią Św., wszelkie podejrzenia padają na jej niezbyt fajną starszą siostrę.
Ze ślepiami jak 5zł, oglądałam ten film raz za razem i miałam gęsią skórkę, co tam Pająk, co tam Jason, to Alicja mnie najbardziej przerażała...
Jest to pozycja obowiązkowa, dla każdego, kto pragnie dobrego horroru. Mimo swoich lat, produkcja A. Sole jest o niebo lepsza niż taki Naznaczony, przynjamniej dla mnie.

filing.pl


4. Piątek trzynastego (1980)

Widzieć nie powinnam, i tu wszyscy kiwacie głową na potwierdzenie :)
Historię Jasona widziałam mając lat 11-13, dokładnie nie pamiętam, ale wiem że wtedy na tvp1 leciała cała seria, co piątek po jednej części a ja wiernie zasiadałam przed tv i czasami pytałam się Taty czy, "na to, co ten pan w Masce wyrywa z brzucha tego chłopaka mówi się flaki" ( :D ). A kiedy później rodziciel pałaszował te słynne flaszki od Pudliszek czy jakakolwiek to była firma, to mu przypominałam o tej scenie :D
Oj fajne było moje filmowe dzieciństwo, a co do Jasona to owszem brzydziło mnie to, a jednocześniej fascynowało, już wtedy wiadomo było że moja ciekawość nie ma granic i będzie mnie ciągnęło w stronę dziennikastwa, tak że w niczym mi to nie zaszkodziło. A tak na serio, to więcej stracha mam przed laleczą z Klątwy niż przed faciem w hokejowej masce.
examiner.com

5. Emmanuelle (1974)

Rodzice byli poza domem na urodzinach, siostra spała w najlepsze, a ja wymknęłam się przed TV. Leniwie skakałam po kanałach, aż Voila! natknęłam się na TO cudeńko. Jak wryta lampiłam się na ekran i oto wypłynęłam na wody, których nie znałam, a cała moja ciekawość skończyła się tęgim laniem, kiedy zostałam przyłapana na gorącym uczynku i głośnym śmiechem mojego ojca, kiedy próbowałam pocałować mojego olbrzymiego misia pandę, nieźle jak na dziewięciolatkę,nie? :D
usabit.com    
W zanadrzu mam więcej produkcji z takową metką, byłam rozrabiaką nie ma co. Ale to i tak nic w porównaniu do tego jak dzisiaj niektóre dzieciaki się zachowują.... Ostatnio podczas przerwy na papierosa, przebiegł koło mnie smarkacz ok 8-10 letni, puścił mi oczko i gwizdnął 'Hey sexy!', a ja nadal nie wiem czy mam się z tego śmiać czy wpaść w czarną rozpacz....tia

Jestem ciekawa, czy i wy macie jakieś typy, co widzieliście, a powinniście w tym czasie spać, czy mieć załonięte oczy?

na koniec kawałek, który wpadł mi w ucho podczas podróży do Berlina i który mi z głowy nie chce wypaść,
miłego weekendu ! :D

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

To jak końcu: szczęście jest czy nie jest za górami?

Nowe dzieło, mało znanego rosyjskego reżysera Aleksandr'a Veledinsky'ego pojawiło się na scenie bez fajerwerków i równie cicho z niej zeszło. Dopiero po paru miesiącach od premiery Geograf Globus Propil zaczął zbierać pozytywne recenzje i uznanie kinomanów, którzy tłumnie zaczynają skupiać się na nowym kinie rosyjskim, a jest tam w czym wybierać.

Viktor Sluzhkin jest już nie młodym wykształconym biologiem, który częstko zagląda do kieliszka. Nic w jego życiu nie jest takie jak to sobie niegdyś wymarzył, o czym mu ciągle jego piękna żona przypomina.

Za górami nie ma szczęśca o czym główny bohater już na początku filmu się przekonał, to może spróbujemy go poszukać przed górami?

Mimo braku dyplomu z pedagogiki Viktorowi w końcu udaje się dostać pracę w szkole, gdzie dzieciaki robią co chcą i jak chcą. Mało tego zamiast biologii, ma uczyć geografii, bo to przecież to samo wg słów dyrektora. 

Akcja Geografa rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: prywatnej i zawodowej. Domowe Proble…

Motywy filmowe: dziennikarstwo

Jakiś czas temu zostałam wytypowana przez Arkadiusza  do zabawy w motywy filmowe, zainicjowanej przez FILM Planeta. Moim zadaniem jest podanie siedmiu tytułów krążących wokół tematyki dziennikarstwa, cóż przyznam się że miałam malutkie kłopoty w wyborze, ale ostatecznie jako tako dałam sobie radę.

Prywatnie sama od czasu do czasu pracuję jako wolny strzelec i w przyszłości marzy mi się stała współpraca z Andy Warhol's Intervievlub iD lub lub lub, pod tym względem jestem jeszcze niezdecydowana. Zanim to jednak nastąpi mam masę czasu do ćwiczenia, ćwiczenia i kontynuacji swojej samotnej nauki (jestem raczej samoukiem, źle się czuję w grupie). Póki co delektuję się każdym malutkim sukcesem i udowadnianiem temu i owemu, że dyplom to nie wszystko.

No właśnie ilu jest dziennikarzy, absolwentów szkół dziennikarskich, bądź też takowych studiów? Dużo? Raczej mało... czy to dobrze? Sądzę, że jest to raczej temat na osobny mini artykuł, nieprawdaż?

No to wróćmy do rzeczy. Dwa słowa klucz: F…

Renato Casaro